Menu Zamknij

Wieża telewizyjna na Piątkowie: sentyment narasta…

Gdy tylko rozeszła się wieść o zamiarze rozbiórki wieży TV, rozpoczęła się „dyskusja społeczna” o tym, że właściwie powinna zostać – bo symbol dzielnicy, a w ogóle dlaczego nie punkt widokowy, który „dobrze by zarobił”… mało kto zauważył, ze nie jest to pierwsza wieża tego typu, która podlega rozbiórce –  wież o niemal identycznej konstrukcji powstało w okolicach Poznania pięć: po kolei od Warszawy są to: Chełmce (koło Kalisza), Żerków, Piątkowo właśnie, Bolewice oraz Jemiołów (koło Łagowa). Po co powstały, opiszę.

Najpierw fotografie

Postanowiłem podzielić się moimi fotografiami z roku bodajże 1992. Od razu zaznaczam: te fotografie powstały wówczas wyłączenie w celu zaplanowania i dokończenia serii modernizacji, jakie własnymi siłami przeprowadzaliśmy w obiekcie. Pamiątkami stały się dopiero teraz, wtedy miały wartość „narzędziową”. Są pospiesznie robione, do tego w prosty sposób skanowane z negatywu. Postanowiłem nie udawać, iż są dziełami artystycznymi, nie plamkować zanadto rys, nie podnosić „walorów obrazowych”. Zatem obrazki te są zaledwie nadające się do oglądania i tak już zostanie. Mimo to mają dla mnie dużą wartość.

I jeszcze jedno: niektóre z nich ukazują straszną mizerotę i chaos. Zaręczam, że pokazywane na nich miejsca wcale nie były tak zabałaganione i nieprzyjemne. Powodem tego wrażenia jest wyłącznie przeprowadzany remont wielu rzeczy naraz. Stąd na przykład brak osłon instalacji, gołe ściany itp. W rzeczywistości mimo technicznego charakteru tych wnętrz pracowało tam się miło, a im późniejsze lata, tym lepiej.

Zdjęcia te skomentuję dla wszystkich, których interesują tego rodzaju obiekty i technika, której służyły.

Głowica

Wieża betonowa zbudowana została w roku 1963 jako element trasy przesyłowej programów telewizyjnych do nadajników. Wspomniane pięć nieomal jednakowych wież łączyło odcinek Łódź- Jemiołów z resztą trasy pomiędzy Warszawą a Berlinem. W rzeczywistości całość służyła o wiele bardziej rozbudowanemu układowi łączy TV, o czym później.

Zaczniemy od fotografii z wnętrza tej głowicy. Kto chce pominąć opis, może skoczyć od razu do tych fotografii poniżej.

Dlaczego wieża ma taki dziwny wygląd? „Domek na kurzej stopce” zakończony na dole okrągłą podstawą? Ponieważ w latach sześćdziesiątych wymagała tego technika. Łącza przesyłowe programów TV (nie tylko takich zresztą) pracują na bardzo wysokich częstotliwościach, wówczas wymagało to bliskości urządzeń radiowych i ich anten. Zatem w głowicy wieży mieściło się jedno i drugie, a także stanowiska pracy obsługi. W latach 90, których dotyczą fotografie urządzenia od dawna były zupełnie innej generacji i „imperialistycznego” pochodzenia i taki kształt wieży antenowej byłby zbędny. Ale obiekt powstał kiedy powstał i tak już zostało. Dodam, że „bardzo wysokie częstotliwości”, o których napisałem, dziś są dostępne w każdym smartfonie czy kuchence mikrofalowej lub słuchawkach Bluetooth – te a nawet znacznie wyższe. Nie będę sięgał jednak aż do opisu techniki początków istnienia wieży, skupię się na stanie z początku lat 90, czyli z czasu już schyłkowego. Mniej więcej wówczas wybudowano nową wieżę stalową i stopniowo eksploatacja techniczna obiektu zaczęła być zbędna. Zmieniło się także ogromnie wiele w polskiej radiokomunikacji, przesyłaniu i nadawaniu programów radiowych i telewizyjnych, zbędna stała się więc praca dyspozytorska, przynajmniej prowadzona z tak wysoka (tzw. poziom VII wieży, na wysokości ok. 64 m nad ziemią, czyli ten z tarasem), skąd zjazd na dół ciasną, dwuosobową windą o niespiesznej prędkości trwał jakieś dwie minuty. O ograniczeniach tej windy (plus jej „muzealnym” wieku) mało kto wie…

Co zawierała głowica wieży? Najważniejsza jej część to ta od poziomu z tarasem obiegającym głowicę, za białym fragmentem ściany.

Na tym poziomie mieściły się urządzenia – nazwijmy to – nadzorcze, łączności służbowej, pewne urządzenia pomocnicze (łączące technikę radiową z technika przesyłania rozmów telefonicznych i programów radiowych za pomocą kabli międzymiastowych) oraz te wszystkie urządzenia, które wspomagały pracę dyspozytora radiokomunikacyjnego. I takie fotografie obejrzyjmy teraz.

Stanowisko pracy załogi dyspozytorskiej „w pełnej krasie”. Niezbyt ergonomiczne biurko jest tak ustawione z powodu ciasnoty tego pomieszczenia. W środku konstrukcji biegnie „krzyż nośny”, potężna konstrukcja żelbetowa stanowiąca trzon głowicy. Stanowisko dyspozytorskie zostało urządzone właśnie w „ćwiartce” tego krzyża, za biurkiem widoczna jest ściana jednego z czterech ramion trzonu. Liczne telefony plus kilkadziesiąt różnego rodzaju linii telefonicznych na pulpicie centralki dyspozytorskiej miały naprawdę swoje uzasadnienie.

Pulpit centralki dyspozytorskiej TELDIS E. Nie było to może urządzenie najwyższej światowej klasy, było jednak zupełnie dobre, nadawało się znakomicie dla stanowisk typu dyspozytorskiego. Ten model miał dodatkowe cechy przydatne w energetyce (stąd litera E na końcu), ale jak się potwierdziło, przydawało się w służbie dyspozytorskiej radiokomunikacji. Pierwotna tarcza telefoniczna została we własnym zakresie zastąpiona modułem klawiatury, wygodniejszym, choć nadal wybieranie numeru trwało długo. Ale palec nie bolał od wkładania w dziurki tarczy.

Z lewej strony widoczny (pod przezroczystą uchylną pokrywą) zestaw bardzo ważnych przełączników i kontrolek, których użycie miało wpływ na to co  docierało do telewizorów widzów poznańskiego programu lokalnego (wówczas były to różne wersje „Teleskopu”, programu lokalnych wiadomości istniejącego do dziś) oraz na to co docierało ze szczecińskiego lub poznańskiego ośrodka TV do „centrali” telewizji na Woronicza (programy na żywo, audycje do zapisania na magnetowidy w „centrali”, a czasem inne przekazy).

Ten dość chaotyczny (podczas remontu) widok to tylna cześć stanowiska dyspozytorskiego, czyli sąsiednia ściana „krzyża” trzonu wieży. Jest to świadectwo historii obiektu: widoczny głośnik samodziałowego interkomu, którym pracujący tu dyspozytor mógł się porozumieć z pracownikami działającymi piętro wyżej, przy zasadniczych urządzeniach radiowych. Co bywało często istotne.

W tle widoczny zestaw urządzeń nadzorowania oraz łączności służbowej urządzeń linii radiowych, czyli tych, które były sensem istnienia obiektu. Jak widać ta ścianka urządzeń zakręca się tak jak to wymusza okrągłość głowicy wieży. Liczność kontrolek i przycisków na tych stojakach nadzoru świadczy, że dyspozytor piątkowski miał nad czym „panować”… Wiszące mikrotelefony służą oczywiście do prowadzenia rozmów „po trasie linii radiowych”, ale ciekawy jest taki fakt: obiekty stacji linii radiowych (które pokażę potem na schemacie sieci) były często położone w małych miejscowościach, w których łączność telefoniczna nieomal nie istniała, była zawodna (kradzieże przewodów napowietrznych) lub nie było tam… łączności automatycznej i rozmowy do tych miejscowości trzeba byłoby zamawiać ręcznie (!) u panienki w centrali międzymiastowej. Dla wielu to dziś rzecz zupełnie bajkowa, a tak było. W tych warunkach łączność służbowa „po linii radiowej” dla pracowników niektórych obiektów była codziennie jedyną możliwością porozumienia się ze światem. Trzeba było zatem coś pokombinować i tak się stało: połączono we własnym zakresie tę łączność służbową z wewnętrzną siecią telefoniczną i dalej szło „w świat”. Śladem tych samodziałowych udoskonaleń są pojawiające się na fotografii dwa przewody na ukos z lewej strony kadru. To one w tym pomagały, choć trzeba było łączyć je ręcznie – do czasu.

… o, te tutaj.

Przy okazji uwidocznił się element konstrukcyjny (żebro wzmacniające) stropu poszczególnych pięter głowicy.

Poprzednie zdjęcia ukazały jednak tylko fragment aparatury w zasięgu ówczesnego dyspozytora. Najbardziej widowiskową częścią tego piętra był zestaw odbiorników TV i innych aparatów przed stanowiskiem. Tu jeszcze na dość ohydnych stojakach magazynowych bardzo starego kroju, niebawem po wykonaniu tych zdjęć wyposażenie wymieniono.

Podstawową funkcje kontroli jakości nadawania dla 4 nadajników pełniły te środkowe telewizory z bardzo dobrymi antenami (anteny widoczne są na pierwszej fotografii głowicy wieży) opisane jako „Śrem” i „A.E.”. Na pierwszym programie akurat film z Romanem Wilhelmi. Ekran opisany jako „Monitor” służyć mógł do wielu celów, na co dzień jednak był dołączony do łącza międzynarodowego łączącego Berlin (słynna wieża w pobliżu Alexanderplatz) i Warszawę (PKiN). Zwykle ten kanał był załadowany zawartością pierwszego programu TV NRD. Póki istniała.

Tu warto wspomnieć, że właśnie w Poznaniu i właśnie na Piątkowie uruchomiono w końcu lat 80 (!) pierwszy system całkowicie bezzałogowego sterowania i nadzoru nad obiektem nadawczym. Był nim (i jest nadal) Telewizyjny Ośrodek Nadawczy Poznań Akademia Ekonomiczna na wieżowcu Collegium Altum obecnego Uniwersytetu Ekonomicznego. Powstanie i rozwój tego obiektu to całkiem odrębna historia. Tu ważne jest, iż na fotografii widoczny jest zestaw urządzeń zdalnego nadzoru i sterowania tego obiektu: komputerowy sterownik (jeszcze NIE na pececie) z małym monitorkiem (zielonoekranowy Neptun, powszechnie wykorzystywany wówczas jako monitor komputerowy) oraz na dole: dwa (rezerwa, na tym zdjęciu utonął w ciemności, jest widoczny na poprzednim i następnym) modemy do przesyłania danych sterowania i nadzoru za pomocą linii telefonicznej z „zawrotną” prędkością 1200 bitów na sekundę… Tak, te dwa wielkie pudła z lampkami i przyciskami to modem, rzecz w dziś dostępna w wielkości kilku centymetrów kwadratowych przy o wiele większej prędkości bitowej.

Na ekranie monitorka widoczny ekran komunikatów zdalnego nazdoru, silnie zdekontrastowany błyskiem lampy fotograficznej. Pod monitorem kontroler, czyli prawie komputer. Produkt resortowego Centralnego Laboratorium Radiokomunikacji – utorował szlak do obecnego stanu, w którym wszystkie obiekty nadawcze Emitel są od dawna całkowicie zdalnie sterowane i nadzorowane.

W radiokomunikacyjnym obiekcie technicznym musiało być dostępne wyposażenie pomiarowe. Tu część zbioru przydatna najczęściej. Widoczny budzik ma powiązanie funkcjonalne z kanapą na dalszej fotografii.

I jeszcze ciekawostka dotycząca okien. Na tych fotografiach widoczne są dość porządne okna drewniane. Pierwotnie wieża została wykonana z oknami metalowymi i to umieszczonymi dwa razy gęściej. Na Pierwszej fotografii, tej przedstawiającej głowicę można się domyślić nieistniejących już okien pomiędzy istniejącymi. Tak właśnie było. Utrata ciepła dzięki pierwotnym gęstym i metalowym (do tego tak sobie dobrze osadzonym) oknom zmusiła do wymiany na drewniane i usunięciu co drugiego. I tak nie były niezbędne. A ogrzanie tej głowicy w tego rodzaju obiekcie było sprawą skomplikowaną (odrębny kocioł ogrzewania parowego dla głowicy, a ogrzewania wodnego dla dolnej części techniczno-biurowej — „rotundy”). Widoczny grzejnik parowy. No i mały elektryczny olejowy dla dogrzewki.

Oto kanapa jako uzupełnienie wspominanego budzika. Może budzić śmiech, jednak dyżur w tym miejscu trwał 12 h, w tym w nocy, i jeden z pracowników (co najmniej dwuosobowej zmiany) miał prawo do drzemki. W dzień przydawała się do lokalnych narad technicznych z udziałem większej liczby osób.

Zwracam uwagę na skrzynię drewnianą nad kanapą. W czasie wykonywania tego zdjęcia od bardzo dawna nie pełniła żadnej funkcji i była tylko czymś w rodzaju pamiątki czy pomnika głupoty. Pierwotnie jednak był to regulaminowy schowek na… mapę. Mapy o skali „sztabowej” i w ogóle szczegółowe były w latach 60, a i później przez jakiś czas, objęte klauzulą poufności. Oczywiście schematy sieci linii radiowych, w której pracował ten obiekt, także nie mogły być pokazywane byle komu. Ponieważ mogły być przydatne pracownikom, były dostępne, ale przecież broń Boże nie można było ich na stałe powiesić na ścianie! Po wykonaniu zdjęcia za jakiś czas, trochę w roli odreagowywacza tej głupoty, zawisł duży schemat sieci nadzorowanej przez tutejszych dyspozytorów radiokomunikacji. Znak współczesnego rozumowania, mniej konfrontacyjnego w ramach komunistycznej „walki o pokój” ze wszystkimi. Choć i dziś wojna wszystkich ze wszystkimi pod hasłem „niesiemy wam dobro i pokój” jest w modzie.

I jeszcze kilka fotografii z głowicy.

Jedne z oryginalnych drzwi we wnętrzu głowicy (na klatkę schodową, którą mało kto niewprawny pokonał; dziś publiczność nie zdaje sobie z tego sprawy jakie to meczące i „zawracające w głowie” – dosłownie! – wyzwanie, tęskniąc do „punktu widokowego”; na latarnie morskie wchodzi się wygodniej…). Ta skomplikowana lamelkowa budowa jest zadziwiająca, nie znam powodu, dla którego komplikowano tak proste drzwi. Może miało to jakiś związek z nietypowością tego obiektu budowlanego, jednak nie przychodzi mi do głowy jakiż to mógł być związek.

Remont całości trwa.

Urządzenia dodatkowe W sąsiedniej ćwiartce „krzyża”. W tym dalekopis elektroniczny z NRD, służył między innymi do codziennych meldunków przekazywanych „wyżej”, ale nie tylko. Telegrafia dalekopisowa była przez dziesiątki lat służbą bardzo użyteczną, dziś prawie ma kontynuację jako sms, wszelkie komunikatory liczone chyba na dziesiątki, ale to mimo wszystko nie to samo jak standardowy wydruk na papierze, z pobranymi znamionami nadawcy i odbiorcy, uznawany za dowód sądowy i w ogóle mający liczne zalety. No ale prawie nieużywany już w cywilu.

Rozmaitych urządzeń teletransmisyjnych było w tym pomieszczeniu więcej, jednak nie załapały się do pozowania przed fotoaparatem. Między innymi urządzenia dosyłające programy radiofoniczne (program II i Radio Merkury z Poznania, odrębnie także program trzeci PR, ale to dodatkowa historia, nie na tę okazję).

Rotunda

Dolna część wieży w postaci rotundy mieściła część techniczną: pomieszczenie rozdzielni i zespołu spalinowo-elektrycznego (czyli potocznego „agregatu”), oraz część biurowo-socjalną.

Nie powstały wtedy fotografie części energetycznej, poprzestanę więc na kilku fotografiach części biurowo-socjalnej.

Najpierw wejście do rotundy, a wiec i do całego obiektu. Po prawej wrota pomieszczenia „agregatu”, po lewej pracownia techniczna na pięterku:

A później przechodziło się przez bardzo surową widokowo część prowadzącą do biur.

Poniżej pozują sławetne schody kręcone prowadzące aż na szczyt wieży, prawie 70 metrów w górę. Mają charakter raczej bliski wyposażeniu okrętów podwodnych: ciasne i kręte. Męczą wysiłkiem mięśni oraz zawrotami głowy podczas 12-minutowego spaceru (mniej więcej). Ale to już sprawa indywidualnej wrażliwości.

Drzwi do przestrzeni biurowej i socjalnej ukazują już nieco milszy „krajobraz”.

Na kolejnej fotografii: drzwi do mikroskopijnej windy z roku 1964. Oprócz małych rozmiarów kabiny (około metra na półtora) przestrzeń wewnątrz zajmują drzwi wewnętrzne, które są uchylne. Takie windy, choć większe, na przełomie lat 60 i 70 montowano w blokach mieszkalnych, potem dopiero zastąpiły je bardzo niebezpieczne „szwedzkie”, bez zabezpieczenia kabiny drzwiami od wewnątrz. W każdym razie winda mieści dwie osoby, trzecią na wdechu, a przy zamykaniu i otwieraniu wewnętrznych drzwi zabezpieczających należy wciągać brzuchy.

Ta urocza tablica ogłoszeń z wyraźnym piętnem amatorskiego artyzmu nie była długo usuwana. Bo i po co? Wprawdzie silnie przypomina tablicę przed blokiem przy Alternatywy 4, ale co z tego. Jest świadectwem epoki, w której powstała. Ciekawy jest tez obowiązkowy w instytucjach technicznych „Kącik racjonalizacji”, choć umarł przed mnóstwem lat przed wykonaniem zdjęcia. W latach powojennych mocno podkreślano rolę racjonalizacji pracowniczej, choć najczęściej była to okazja albo do naciągania pracodawcy na niewiele warte pomysły, albo do naciągania pracownika, choćby przez częste „dopisywanie się” przełożonych do rzeczywistego pomysłu racjonalizatorskiego dla wyłudzenia części honorarium. Więcej było szumu wokół racjonalizacji niż efektów. A i efekty często powstawały, choć w normalnej gospodarce zamiast racjonalizacją, rozwiązano by problem dobrym produktem. Racjonalizator byłby wynalazcą, który miałby duże profity z wnoszonych pomysłów. U nas tak nie było, ale kącik tematyczny musiał istnieć. Paradoksalnie w czasie powstawania tych zdjęć w obiekcie rzeczywiście wprowadzono kilka istotnych pomysłów racjonalizatorskich, dla których nie miejsce tu opisywać. Ale kącik na tablicy był nieużywany.

A dalej część socjalna:

Fotografii już wystarczy.

Do czego to wszystko służyło?

Wieża piątkowska, jak i pozostałe jej cztery siostry, powstały jako część magistralnej linii przesyłowej Warszawa-Frankfurt. W tamtym czasie, a i jeszcze przez kilkadziesiąt lat praktycznie jedynym (z mało sprawnym pojedynczym wyjątkiem) środkiem rozprowadzania programów telewizyjnych od studia TV (najczęściej oczywiście w Warszawie) do licznych nadajników rozsianych po całym kraju były linie radiowe. Popularnie, choć z rosyjska, nazywane „radioliniami”. Takie linie telekomunikacyjne pracują na dużych częstotliwościach (dziś słowo „duże” się ogromnie w tym zakresie zdewaluowało), początkowo około 2000 MHz, później więcej. Linie radiowe pracują „skokami”: co kilkadziesiąt (w tym przypadku) kilometrów buduje się wysoką wieżę, a na niej umieszcza się bardzo, ale to bardzo silnie kierunkową antenę, najczęściej w postaci charakterystycznej paraboli. Na pierwszej fotografii zbliżenia głowicy wieży widać ówczesne wyposażenie w takie anteny; widoczne są anteny o średnicy od 60 cm do 4 metrów.

Anteny te kieruje się w stronę kolejnej wieży na trasie i takim sposobem sygnał jest przekazywany skąd i dokąd chcemy. „Sygnał” w tym przypadku to nie tylko telewizja, także tak zwana telefonia wielokrotna – międzymiastowe rozmowy telefoniczne były zwykle przekazywane niezliczonymi kablami, z których najpojemniejsze mogły przekazywać 2700 rozmów na jednej (!) parze przewodów. Właściwie na „rurce” przewodów, bo były to przewody koncentryczne, podobne do współczesnych przewodów antenowych czy „satelitarnych”. Przynajmniej co do zasady pracy. Takich „rurek” w jednym kablu było kilka, zatem kabel międzymiastowy mógł przenosić np. 10 700 rozmów telefonicznych równocześnie. Przy jego przecięciu koparką zatem… No tak, linie radiowe do zastosowań telewizyjnych i telefonicznych miały zaletę: nie można ich przeciąć koparką. Tyle że o ile dla telewizji były niezastąpione, dla telefonii stanowiły uzupełnienie kabli, bo ich możliwości przesyłowe były mniejsze. Ale były i pracowały.

Wieża Piątkowska była zatem przede wszystkim częścią coraz to bardziej złożonej sieci łączy telewizyjnych przynoszących programy od ośrodka telewizyjnego (najczęściej, jak wiemy, z Warszawy) do nadajników, a dalej do telewidzów. Ale też i w drugą stronę: przecież ośrodki telewizyjne produkowały (i nadal to robią na dedykowanym programie TVP3) własne programy „na antenę lokalną (jak wspomniany poznański „Teleskop” i inne), ale także musiały mieć łącza do Warszawy, by przesyłać programy na żywo lub z własnych zapisów na program ogólnopolski lub na przykład jako część „zdalnej” rozmowy (rozmówca w Poznaniu, dziennikarz w Warszawie; czasem na żywo, a czasem były nagrywane wcześniej, ale dziennikarz musiał wystąpić potem w tym samym stroju…). I tak dalej, możliwości wykorzystania łączy do Warszawy są różne.

Powstały zatem niejako trzy sieci zbudowane na stacjach linii radiowych: dwie sieci ROZSIEWCZE dla programu 1 i programu 2 Telewizji Polskiej (które zresztą pod tą popularną nazwą wówczas w ogóle nie istniała…) oraz jedna sieć SPŁYWOWA, od ośrodków regionalnych do Warszawy. Ta sieć była uboższa, bo gdy spojrzymy wnikliwiej na zmieszczony poniżej schemat S (właśnie spływu), zobaczymy, ze do Warszawy mógł być w danej chwili przekazywany albo sygnał z ośrodka TV w Łodzi, albo z Poznania, albo ze Szczecina. Nigdy równocześnie, bo nie byłoby po czym go przesłać.

Dziś żadna z tych sieci nie istnieje, przesyłanie programów TV odbywa się zupełnie, ale to zupełnie innymi technikami.

Schemat rozsiewczej sieci łączy TV w liniach radiowych (stan 1992)

Do pobrania: Schemat linii radiowych spływowych TV
Do pobrania: Schemat linii radiowych spływowych TV

Schemat sieci spływowych linii radiowch TV w Polsce, stan ok. 1992.  Ta sieć służyła do przesyłania sygnałów z 8 regionalnych ośrodków TV publicznej do Centrum TV na Woronicza. Były to wszelkie rodzaje audycji: „na żywo” na antenę ogólnopolską (jak to dziś mówimy – w czasie rzeczywistym) i to zarówno z jakiegoś miejsca w mieście czy okolicy, jak i z lokalnego magnetowidu danego regionalnego ośrodka TV, a także programy, które centrum w Warszawie rejestrowało na własnych magnetowidach (zamiast przewożenia fizycznej taśmy do Warszawy). Czasami służyły także naradom PZPR… Jak widać na schemacie, łącza były częściowo współdzielone przez więcej niż 1 ośrodek, np. od strony zachodniej jednocześnie mogły przesyłane sygnały albo ze Szczecina, albo z Poznania (przełączanie na Piatkowie), albo z Łodzi (przełączanie w Dąbrowie) itd.

Schemat spływowej sieci łączy TV w liniach radiowych (stan 1992)
Do pobrania: Schemat linii radiowych rozsiewczych TV
Do pobrania: Schemat linii radiowych rozsiewczych TV

Schemat sieci rozsiewczych linii radiowch TV w Polsce, stan ok. 1992.  Ta sieć służyła do rozprowadzania sygnałów programu 1 i 2 TV publicznej od stacji centralnej na Woronicza poprzez stację węzłową Warszawa PKiN do każdego nadajnika w Polsce. Obiekty nadawcze TV to centra nadawcze (RTCN), ośrodki nadawcze (TON, RTON) i stacje nadawcze (TSN). 

O sieciach tych można by pisać dużo, w tym anegdotycznie, ale przecież ten artykuł miał prezentować fotografie z wieży ówczesnego Centrum Linii Radiowych Poznań Piątkowo.

W latach 90 pojawiały się pierwsze niewielkie nadajniki radiofoniczne (bo wbrew powszechnym zapewne przekonaniom, do początku lat 90 z wieży niczego nie nadawano), a potem z wielu powodów powstała nowa wież, wyższa (128 metrów do czubka masztu). Ze starej wieży stopniowo znikały anteny, odjęto też ten maszt nadkładający nieco wysokości (choć psujący rytm jej naturalnego kołysania na wietrze, które było czasem ciekawostką dla gości wieży). A potem zmieniło się bardzo wiele i we wszystkich aspektach pracy tego obiektu.

Wiec jeszcze na koniec: na jednej z fotografii, tej z pulpitem dyspozytorskim wspomniałem w opisie, iż pod przezroczystą klapka mieściły się ważne przełączniki. Służyły one właśnie do tego, co przed chwilą opisałem: jeden z nich służył do przełączania na łącze spływowa do Warszawy sygnału albo przychodzącego ze Szczecina, albo z Poznania. Wielokrotnie tutejszy dyspozytor musiał dokonywać przełączeń na „trzy-cztery!”. Na przykład gdy emitowano programy edukacyjne przed zasadniczym programem artystycznym (Telewizja Polska robiła to mnóstwo lat dla szkół różnego typu i stopnia), przy czym jeden wykład był na antenę ogólnopolską puszczany z magnetowidu ośrodka szczecińskiego, a zaraz potem szedł wykład z Poznania. Na polecenie telefoniczne centralnego dyspozytora z Warszawy po zakończeniu programu szczecińskiego jako „bufor” Telewizja dawała np. sławny niebieski (który w rzeczywistości był czarny) zegar na kilka sekund, a piątkowski dyspozytor dokonywał przełączenia „pod klapką”. Po upewnieniu się, ze sygnał prawidłowo dociera na Woronicza, tamtejszy zespół emisji wpuszczał go na antenę ogólnopolską.

Druga rola przycisków „pod klapką” polegała na tym, że przełączało się tu treść podawaną na nadajniki lokalne programu drugiego. W stanie zasadniczym program przychodził oczywiście z Warszawy, natomiast na „Teleskop” dyspozytor na Piątkowie (w porozumieniu z emisją poznańskiego ośrodka TV) podała na kilka lokalnych nadajników sygnał właśnie z poznańskiego ośrodka – po „Teleskopie” działo się na odwrót.

Dość. O mojej prawie dziewięcioletniej pracy w tym miejscu mogę opowiadac duż, poważnie i wesoło, ale przede wszystkim doceniam tych ludzi i to miejsce jako najlepsze miejsce do rozpoczęcia mojego zawodowego życia.

Cześć pamięci tych spośród Załogi, których już nie ma. A serdeczne życzenia dla Tych, którzy w podeszłym już wieku nadal wędrują przez życie.

Translate/Переводить »